Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wirusek81 z miasteczka Legnica. Mam przejechane 23727.76 kilometrów w tym 322.51 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.07 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 1 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wirusek81.bikestats.pl
  • DST 61.34km
  • Czas 03:01
  • VAVG 20.33km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

JAROSZÓWKA

Na dziś

Niedziela, 21 września 2008 · dodano: 21.09.2008 | Komentarze 5

JAROSZÓWKA

Na dziś zaplanowany był wyjazd w Góry Sowie w rejony Zagórza Śląskiego i Walimia. Ale wspólnie z Bartkiem postanowiliśmy przełożyć to na inny dzień, kiedy pogoda będzie zdecydowanie lepsza. Podobno w październiku temperatura może być nawet powyżej 20 stopni, także myślę, że powinno zaświecić jeszcze słońce dla nas i co się odwlecze to nie uciecze. Zwłaszcza, że bardzo chciałabym wjechać na Wielką Sowę jeszcze w tym roku. Poza tym jesienią są piękne kolory w górach.

Tymczasem dzisiaj skromny wyjazd do Jaroszówki. Moja Inka bardzo chciała jechać ze mną, ale ja kazałam jej zostać przed domem, pewnie było jej bardzo smutno z tego powodu…


Jak się okazuje, każda wyprawa z Bartkiem obfituje w różnorakie przygody.
Najpierw ulewy, deszcze, ciemne chmury. Ale potem się rozpogodziło i o godz. 12:30 ruszamy przez ul. Cmentarną w kierunku Pątnowa. Za Dobrzejowem natknęliśmy się na przechodnia, który po nocnej imprezie zagubił się w lesie i zapomniał drogi do domu. Przestraszony, krążył szukając właściwej ścieżki od co najmniej ponad godziny. W zamian za cenną informację od nas, gdzie iść dalej, zaproponował mi dużego grzyba  Ale nie przyjęłam, bo szkoda, zmarnowałby się podczas jazdy i zgniótł na moim bagażniku.

Z Raszówki dojechaliśmy do Karczowisk i znów przez las w kierunku na Lubin.


Bartek jechał niczym Czarny Jeździec na swym rumaku. Siał zamęt i postrach w okolicznych wioskach i lasach. Spojrzenia tubylców w naszym kierunku są tego potwierdzeniem. Zimna Woda, Lisiec i tu proszę, jakiś Opel Kadet chciał się ścigać z Bartkiem. Szans nie miał, a wręcz skończyło się to dla niego bardzo źle, bo nie wyrobił na zakręcie i wylądował w rowie. A że kierowcy musiało być z tego powodu bardzo wstyd, to zbiegł z miejsca wypadku. Byliśmy gotowi udzielić mu pierwszej pomocy, ale nikogo już dawno w środku nie było…

Ale Bartek bardzo przejął się tym zajściem.

W gruncie rzeczy wcale mu się nie dziwię. Mnie to też trochę zabolało. Ale jednak po chwili mu przeszło. I już myślał, że tak czasem bywa w życiu, więc trzeba się wziąć w garść i jechać dalej. Taki wniosek: trzeba patrzeć przed siebie, a nie za siebie.



No i dojechaliśmy do Jaroszówki.



(Od tego miejsca wrzucam foty z komórki, bo w aparacie wyczerpała się bateria, zdecydowanie gorsza jakość)..



Dalej wracaliśmy przez polną drogę w kierunku na Goliszów. Bartek nie wyrobił na zakręcie i wylądował w kukurydzy. Ale co tam. Dzielny jest, nawet mu się tam spodobało.





Potem jechaliśmy przez Niedźwiedzice, do Miłkowic. Na moim ulubionym wiadukcie kilka zdjęć. Nie będę się specjalnie rozwodzić, po prostu lubię to miejsce…
I ulubiona pozycja do zdjęć Bartka też jest:




W drodze powrotnej trochę padało.
Ale wycieczka bardzo udana.
Specjalne pozdro dla Bartka :)
P.S. Nie wpisałam tutaj tego, co mnie tak rozśmieszało przez pół dnia, może opowiem o tym innym razem.
A i zapomniałam opowiedzieć co się wydarzyło w Restauracji u Piotra w MIłkowicach. Może Bartek coś powie na ten temat. :D





Komentarze
wirusek81
| 09:39 wtorek, 23 września 2008 | linkuj W końcu kiedyś Miłkowice to jedno z większych miast skupiających kolejarzy :) Zresztą podobnie jak Węgliniec.
A sama wyprawa to czysta przyjemność, zwłaszcza, że prawie cały tydzień był bez roweru. Już nie mogę doczekać się następnej wycieczki hihi...
Morpheo
| 23:20 poniedziałek, 22 września 2008 | linkuj Ten wiadukt w Miłkowicach to ma klimat. Pomyśleć, że Niemcom opłacało się stawiać takie żelastwo nad wielkim węzłem kolejowym tylko po to, by połączyć dwa pola.

Swoją drogą gratuluję wyprawy w taką pogodę :-)
tomalos
| 08:35 poniedziałek, 22 września 2008 | linkuj fajna relacja :)
Anonimowy tchórz... to ja :) | 23:59 niedziela, 21 września 2008 | linkuj heh co do RESTAURACJI ??? no niech bedzie choc wydaje mi sie to zbyt burzuazyjnym okresleniem w stosunku do tego miejsca ;p Ania weszla odniesc butelke po coli a pijaczki... ekhmmm dżentelmeni zaczęli śpiewać jej STO LAT :))
Anonimowy tchórz | 23:57 niedziela, 21 września 2008 | linkuj nooo szkoda mi było tego Kadeta ale cóż... nie miałem sił żeby go wycholować na drogę, może jutro spróbuję ? :D
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa yciam
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]